Coraz częściej w artykułach na popularnych portalach pojawiają się zachwyty nad technologią druku 3d. Niektórzy co prawda piszą, że druk 3d to tylko chwilowa moda. Ale więcej mówi się, że techniki addtywne zastąpią obecnie królującą produkcję masową. Często przy tym autorzy wieszczą, że niebawem będziemy mieli do dyspozycji funkcjonalny odpowiednik replikatorów ze Star Treka. Wystarczy będzie podejść do stojącej w kącie mieszkania maszyny, powiedzieć „pilot do telewizora, nieduży, zielony„, usłyszymy krótkie ziiip! i drukarka zrobi nam potrzebną rzecz.

Cóż, śmiem twierdzić, że tak nie będzie. Nie w żadnej rozsądnej perspektywie czasowej.

Powiedzmy to sobie wprost: dzisiejsze domowe drukarki 3d, są w najlepszym przypadku… bardzo takie sobie. Mają słabą rozdzielczość przestrzenną (niedowiarków zapraszam do wydruku mechanizmu zegarka ręcznego), wiele kształtów jest na nich niewykonalnych (spróbujcie wydrukować zwój siatki ogrodzeniowej), a jak już drukują coś większego od gwizdka to są absurdalnie wolne. Ponadto daleko im do niezawodności, która pozwoli na używanie ich przez kogokolwiek poza ryjącymi po forach i odpornymi na frustrację geekami. A do tego wszystkiego trzeba dołożyć chyba największe ograniczenie w postaci palety dostępnych materiałów, gdzie do wyboru mamy plastik albo… plastik. Można powiedzieć, że właściwie jedno co dzisiejszym drukarkom naprawdę nieźle wychodzi to drukowanie części do nich samych.

Ktoś powie, że nieco lepsze parametry mają obwarowane patentami drukarki przemysłowe takich firm jak Objet czy Stratsys.

Owszem, ale za przywilej posiadania maszyny drukującej w lepszej rozdzielczości czy mającej możliwości budowania części z metalu lub szkła trzeba zapłacić zaporową kwotę co najmniej pięcio-, albo i sześcio-cyfrową. I to w dolarach. A obsługa tych maszyn i postprocessing nie są trywialne i zajmują sporo czasu.

Wydaje się więc, że Kowalski czy nawet Smith nieprędko ugości pod strzechą wszechtworzące urządzenie, a fabryki w Chinach nie zbankrutują wkrótce z powodu braku zamówień.

Popatrzmy jednak na rzecz z perspektywy.

Futurolodzy już dawno temu zauważyli pewien trend w rozważaniach odnośnie rozwoju technologii. A mianowicie często medialne przewidywania krótkoterminowe fałszywie zakładają rewolucję technologiczną praktycznie lada dzień. Zaś scenariusze długoterminowe dla odmiany nie doceniają do czego może dojść powolna ewolucja, jeśli dać jej czas. Tak też jest chyba z przewidywaniami dotyczącymi druku 3d.

Ciekawie można opisać tą sytuację zgrabną teoryjką cyklu zachwytu. Cykl ten (na rysunku poniżej) pokazuje drogę, jaką przebywa każda technologia. Wg niego po szaleństwie i szumie medialnym dookoła danej technologii następuje społeczne zdjęcie klapek z oczu i uzmysłowienie sobie jej ograniczeń. Dopiero potem może nastąpić dla tej technologii okres dojrzałości i powszechności.

Jeśli umiejscawiać druk 3d na krzywej zachwytu to zapewne jesteśmy aktualnie w okolicach szczytu popularności medialnej i niektórym wydaje się, że krzywa wznosząca będzie nadal tak stroma. Ja jednak myślę, że po aktualnym boomie prawdopodobnie przyjdzie otrzeźwienie i pewna wstrzemięźliwość, a co za tym idzie druk 3d zniknie z nagłówków gazet.

Jednocześnie myślę, że w dłuższej perspektywie można być optymistą. Odnieśmy w tym celu technologię druku 3d do tego jak rozwijały się komputery. Najpierw, w latach ’50 i ’60 były potężne i bardzo drogie maszyny używane przez wielkie instytucje. Potem przyszła stopniowa optymalizacja i próby wdrożeń w różnych dziedzinach. Następnie wszedł, równolegle do gigantów pokroju IBMa, garażowy ruch prostych komputerów domowych i nadeszły długie lata 80 i 90 pełne entuzjastów i programistów-samouków. Z kolei przyszedł czas na udane i mniej próby różnych modeli usług/biznesów (wraz z bańką dot-comów z roku 2000), by wreszcie osiągnąć stan obecny, gdzie używamy komputerów w sposób o którym nie śniło się ekspertom 30 lat temu (i dalej je rozwijamy). Przy okazji warto zauważyć, że obiecywanych ponad pół wieku temu sztucznych inteligencji – Star Trekowych replikatorów – nadal nie ma.

Sądzę, że dzisiejsze domowe drukarki 3d: RepRapy, Makrerboty i Ultimakery są czymś analogicznym do Commodore i Spectrumów z wczesnych lat ’80. Tak jak na tamtych maszynach niby można na nich zrobić coś użytecznego jak model silnika V8 czy solniczkę w fantastycznym kształcie, ale raczej nic co mogłoby „na serio” było potrzebne w naszym codziennym życiu. Są to raczej zabawki z interesującymi możliwościami, niż cokolwiek więcej. Wystarczy rozejrzeć się po pokoju i pomyśleć ile z rzeczy się w nim znajdujących można by, choćby teoretycznie, dziś wydrukować. 5%? 2%? Nie mówiąc o tym ile by to kosztowało czasu i pieniędzy.

Co więc będzie się działo dalej? Trendów jest mnóstwo i każdy z nich to temat na osobny wpis. Mimo pewnego spadku popularności na pewno drukarki będą się stopniowo stawały coraz lepsze i dokładniejsze. Na pewno też będą się pojawiały zarówno fizyczne, jak i wirtualne punkty, gdzie będzie można sobie coś wydrukować na zamówienie w szerokiej gamie materiałów na dużych maszynach. W dalszej perspektywie powstaną zapewne techniki druku rzeczy, które aktualnie trudno sobie wyobrazić (jak np. całe budynki, organy do transplantacji, potrawy czy ubrania). Zmienią się też w konsekwencji nasze przyzwyczajenia i zachowania – np. zaczniemy powszechnie używać rzeczy, które są trudne lub niemożliwe do wykonania w innych technologiach, przyniesienie komuś niespersonalizowanego prezentu urodzinowego będzie passe i będziemy się denerwować, że w naszej stacji obsługi samochodów akurat popsuła się drukarka do części zamiennych.

Do tego wszystkiego minie jednak jeszcze trochę czasu. A ja tymczasem zajmę się lepszym naciągnięciem tego luźnego paska zębatego w moim Ultimakerze i poszukam na Thingiverse czegoś zabawnego do wydrukowania…

  4 Odpowiedzi do “Granice druku 3d – gdzie jesteśmy, co nas czeka (i dlaczego nie startrekowe replikatory)?”

  1. druk 3d to przyszlosc fabrykacji czy nam sie podoba czy nie..i jesli nawet posiadaja obecnie pewne ograniczenia jest to wielki krok w kierunku swiadomego gospodarowania zasobami w skali globalnej w przyszlosci nie bedziesz musial kupowac pary okularow made in china tylko wydrukujesz je sobie u siebie na wlasnym biurku< technologia ta upewszechni sie tak bardzo ze powstrana budynki ktore beda drukowane szybciej taniej,bezpieczniej i bardziej ekologicznie dlaczego ? bo automatycznie zostanie zredukowana liczba odpadow potrzebnej do budowy poprzez super dokladna aplikacje materialu…dodatkowym plusem jest to ze drukarki DIY uwalaniaja nas od masowej produkcji dzieki czemy wzrasta swiadomosc czym jest produkt , drukujesz to co ci potrzeba i nic wiecej ! Bo chyba zadej wielkiej firmie nie bedzie oplacalo sie wykonanie jednej obudowy do zegarka dla indiwidualnego klijenta ?! podsumowujac zalet druku DIY jest znacznie wiecej niz jego wad mimo tego ze reprapy przypominaja troche poczciwe C64 …Pozdrawiam

  2. @up. Co do idei zgadzam się w zupełności. Natomiast do takiej domowej produkcji okularów musi minąć jeszcze kilkanaście lat. Nawet mimo olbrzymiego tempa rozwoju.

    Akurat poruszone przez Ciebie okulary są świetnym przykładem tego, jak skomplikowane może być dla drukarek 3d mierzenie się z dopracowywanymi od 200 lat technologiami produkcji seryjnej. Dokładność wykonania soczewek jest kluczowym parametrem okularów. W stanie na dziś najlepszą rozdzielczość mają wydruki z drukarek Connex firmy Objet – warstwa ma 16um (0,016mm). To bardzo mało, ale warstwy wciąż są widoczne. A to jest nieakceptowalne w szkłach okularów, prawda?

    Inny przykład: łożyska kulkowe. Kulki w wielu takich łożyskach mają tolerancję średnicy liczoną w ułamkach mikrometra, a więc o co najmniej dwa rzędy wielkości mniej niż warstwa najlepszych dzisiejszych drukarek. Jeśli użyjemy gorszych tolerancji to obciążone łożyska po prostu się rozlecą po krótkim czasie użytkowania.

    Jestem fanem druku 3d. Też uważam, że to bardzo przyszłościowa technologia. Ale jak pisałem w artykule – nieskrępowany optymizm co do możliwości drukarek w ciągu najbliższych kilku lat jest… optymizmem :-)

  3. druk się rozwija, coraz większe ma zastosowanie m.in. w dziedzinach takich jak medycyna

  4. przeglądając ostatnio kickstartera natrafiłem na takie coś: http://www.kickstarter.com/projects/80558896/makeraser-makelastic-accessories-for-3d-printers
    Czy może wie ktoś coś więcej na ten temat?

Zostaw odpowiedź na David Anuluj

(required)

(required)

Możesz użyć również HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

   
© 2011 Suffusion theme by Sayontan Sinha